Nic nie warte wytwarzanie produktu

Nic nie warte wytwarzanie produktu

Teraz pojadę na grubo i nie będę owijał w bawełnę. Wedle moich obserwacji większość organizacji / designerów wytwarzających produkty robi to źle. Już słyszę ten dźwięk szeptania pod nosem “Oho, następny mędrzec!”. No i dobrze, tytuł też dałem clickbaitowy. Dopuszczam myśl, że możesz się ze mną nie zgadzać. Tym lepiej, ten artykuł tym bardziej jest dla Ciebie. Zetknij się z innym punktem widzenia, który być może trochę rozjaśni Ci moje stanowisko i będziemy mogli kiedyś pogadać o temacie przy jakieś specyficznej okazji. A pamiętaj, wódki i pacierza nigdy nie odmawiam 😉

Ale zacznijmy od problemów, z którymi musimy się zmagać. To kluczowe, aby odpowiedzieć sobie na pytanie jakim procesem projektowym się posługujemy i czy robimy to dobrze. Przede wszystkim należy wspomnieć, że nie ma jednego, gotowego scenariusza na rozwiązanie każdego istniejącego problemu. Specyfika każdego z nich zmusza nas do dynamicznego szukania rozwiązań i zmusza nas też do wychodzenia poza ogólnie przyjęty schemat. To absolutnie normalne. Ustalone wcześniej ramy powinny służyć jako drogowskaz, swoista nawigacja do celu.

Widzę już w wielu przypadkach chęć przechodzenia na jasną stronę mocy. Zdajemy sobie sprawę z mocy eksperymentowania i procesowości. Tego, że projektowanie składa się z kilku etapów, a najważniejszym z nim wcale nie jest dizajn. On jest równie ważny jak każdy inny etap – takie podejście gwarantuje sukces. Zacznijmy zatem od trzech konkretnych problemów, które zaobserwowałem, a które w łatwy sposób można naprawić.

Brak alternatywnego tekstu dla tego zdjęcia

Pierwszy wielbłąd. Rozpoczynasz projekt od briefu

Chciałbym, żebyś pomyślał o tym, jak rozpoczynasz projekt. To, jak zaczniesz wytwarzanie produktu ustawia całą współpracę. Czekasz na brief, speckę od klienta i potem zapodajesz mu wycenę? A jak chce coś zmienić to zapodajesz mu dodatkową wycenę? Pracowałeś tak sam albo w jakiejś organizacji i znasz to z autopsji? To świetnie. Już wiesz, jak nie rozpoczynać pracy z produktem. To klasyczne podejście nie zdaje egzaminu z racji tego, że nawet klienci korporacyjni zbyt mało wiedzą o swoim pomyśle na produkt, aby dobrze wypełnić brief. Poza tym, praca w oparciu o specyfikację zakłada, że klient dokładnie wie, co chce zrobić. A skąd ma wiedzieć, skoro na przykład, dopiero jest na etapie pomysłu?

To Ty musisz wiedzieć, jak ten produkt zrobić na podstawie bazowych informacji od klienta. Propozycja rozpoczęcia pracy bez specyfikacji zdecydowanie skraca proces sprzedaży. Pozwala na szybszy switch z fazy “ustalania szczegółów” w fazę współpracy. To spora wartość. Nie jedyna zresztą.

Problemy wynikające z działania opartego tylko o brief / specyfikację:

  • stajemy się wytwórcą wizji klienta, nie realnego produktu zbudowanego na potrzebach rynku
  • brak realnej możliwości zweryfikowania prawdziwości danych wejściowych
  • brak prawdziwej rozmowy, posługiwanie się tylko docsami
  • klienci nie znają wartości z naszej pracy
  • oczekiwania klienta zawsze są inne niż rzeczywistość
  • brak możliwości przekazania wiedzy dziedzinowej od biznesu do projektanta

Zatem…

Zamiast tego… Rozpocznij współpracę od Warsztatu Kick-off i ogarnij wszystkie niejasności “on the fly”

W mojej ocenie i w moim podejściu nie ma możliwości rozpoczęcia projektu bez choćby namiastki warsztatu. Jest to idealny moment i idealne miejsce do tego, żeby przetransferować wiedzę dziedzinową, poznać produkt i pokazać klientowi realną wartość z naszej pracy. Tu chciałbym na sekundę się zatrzymać. Warsztat ma też na celu pokazać, że realną wartością nie jest wcale Design, który otrzymasz na koniec współpracy. Realną wartością są insighty, dobrze przeanalizowany rynek i produkt, a także przede wszystkim informacje, które pozwolą Ci rozwijać produkt, ułożyć strategię na rozwój na najbliższe minimum 12 miesięcy. To niesamowita wartość, która jest dużo więcej warta niż sam design. 

Do tego na warsztacie dowiesz się wszystkiego, czego chciałeś się dowiedzieć, bo warsztat możesz ułożyć absolutnie po swojemu. Możesz zrobić ćwiczenia na Interesariuszy, biznes, czy architekturę w produkcie. Wszystko zależy od Ciebie. Masz pełne pole do popisu, żeby przemaglować klienta i wydobyć najbardziej skryte insighty, które przyczynią się do sukcesu.

Drugi wielbłąd. Pracujesz nad projektem.

Wielkim problemem wielu z projektantów jest to, że pracują oni nad projektem. Nie zdają sobie sprawy, że decyzje projektowe powinny być zaplanowane i zgodne ze strategią rozwoju produktu. Często też projektantom brakuje podejścia biznesowego – nie potrafią ocenić potencjału produktu, ani też decyzji biznesowych ownerów danego produktu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie mają oni doświadczenia w aspektach biznesowych i nie są kompletnie do tego przygotowani. Dość często u projektantów panuje przekonanie, że ich rolą jest zrobić ładny i działający design. Pytanie tylko, czy zdają sobie sprawę, że działający znaczy zarabiający?

Problemy wynikające z pracy nad projektem?

  • brak biznesowego podejścia do produktu, przez co decyzje projektowe bywają błędne
  • brak możliwości właściwego rozwoju produktu
  • nacisk na niewłaściwe elementy procesu projektowego, czasami niezbyt ważne dla klienta końcowego

Zamiast tego… Zacznij pracować nad produktem.

Oo, tak! Pamiętam, jak miałem catering dietetyczny i zatrudnialiśmy np. agencje do Adwordsów. Specjaliści, top w polsce. Był tylko jeden problem. Patrzeli na swoją działkę w sposób zamknięty. Nie chcieli robić produktu, nie chcieli go rozwijać razem z nami, nie rozumieli, że wspólny rozwój to rozwój naszych wspólnych zysków. Chodziło tylko o poprawienie wyników w Adwords. Nie starali się dogłębnie zrozumieć audiencji naszego produktu, licząc na nasze wsparcie. W mojej ocenie to błąd. Jako owner, oczekuję, że ktoś zostanie moim partnerem i będzie patrzył na PRODUKT, nie na projekt. Na nasz biznes, że będzie go rozumiał i wiedział jak poruszać się w tym segmencie rynku.

Projektancie, czas patrzeć na konto bankowe ownera, nie tylko na użytkowników. Czas wychodzić poza design, ux, czy inne dwie, trzy literki. Czas patrzeć na produkt. Jak będziesz dowoził wartość dla produktu to będziesz robił zajebistą robotę. I tak ma być!

Czym dla mnie jest wartość dla produktu od strony projektanta?

  • analiza biznesowa naszego produktu, która pozwala wyciągnąć wnioski
  • wnioski, które pozwolą zaplanować rozwój produktu 
  • rekomendacje dotyczące poprawy procesów w organizacji / produkcie
  • patrzenie na rozwój produktu biznesowo, nie designowo

Trzeci wielbłąd. Pracujesz w samotni agencyjnej, samemu wykonując wszystkie prace.

Panuje takie bardzo mocne przekonanie, że jak klient do nas przychodzi z konkretnym zadaniem to my musimy to zadanie wykonać, bez zbędnego “ale” i angażowania klienta. Tak, żeby miał spokojną przyszłość. Chcemy klientowi zdjąć z głowy problem, angażując go w proces, od samego początku, jak najmniej. Mamy przekonanie, że jak zapytamy o coś klienta to podważy nasze kompetencje. W dużej mierze projektanci, ale nie tylko, tak właśnie pracują. Wytwarzają coś w swojej głowie, potem prezentują to klientowi i oczekują feedbacku, zmian, które wprowadzą za chwilę i tak w kółko. W każdym kolejnym przypadku. Tym samym stajemy się narzędziem w rękach klienta. Znalazłem trochę lepszą metodę, która znacznie poprawia tę sytuację.

Problemy, które z tego wynikają?

  • popadamy w niekończące się koło zmian na bazie feedbacku klienta
  • wypalamy się psychicznie podczas pracy z takim klientem
  • tracimy zbudowaną do tej pory relację, poprzez brak odpowiedniego podejścia
  • pracujemy w cyklu “dupochronu”, czyli robimy to co kazał klient, a jak coś to będzie jego wina

Zamiast tego… Zaangażuj klienta w proces i poproś o wykonanie prostych, niezbędnych rzeczy. 

To jest naprawdę banalne! Zaangażowanie klienta w proces wytwórczy spowoduje, że bardziej przywiązuje się do swoich pomysłów, potrafi pokazać co ma w głowie, a to w kombinacji z wielką dozą wiedzy dziedzinowej czasami jest rozwiązaniem trafnym. Oczywiście, powinniśmy to zweryfikować na badaniach z użytkownikami, aby potwierdzić to bez żadnych wątpliwości i mieć absolutnie czyste sumienie. To, czy dany klient wniesie wartość do produktu oczywiście zależy od wielu czynników. Ja bardzo często angażuję klienta w przygotowanie czegoś w rodzaju moodboardu, czy storyboardu, w celu zrzucenia z siebie jego oczekiwań i wizji. Robię to właśnie podczas pierwszych warsztatów. To strasznie pomaga w uspójnieniu naszej pracy i pozwala pociągnąć projekt już podczas analizy i raportu po fazie research & discovery.

Zaangażowanie klienta w projekt naprawdę pomaga uzyskać lepsze rezultaty, pozwala skrócić dystans i zdobyć też lepsze zaufanie. Ta współpraca opłaci się obu stronom, dlatego bardzo zachęcam do mocniejszego angażowania klienta w proces projektowy, szczególnie w tej pierwszej fazie współpracy. 

—-

Pamiętaj, że zawsze jest szansa poprawić swój proces projektowy. W tym artykule skupiłem się na trzech ważnych rzeczach z punktu widzenia projektanta, ale jest też szereg innych rzeczy z punktu widzenia zarządzania projektem, sprzedaży, czy zakończenia projektu. Zawsze warto rozpisywać scenariusze własnej pracy i uzupełniać luki, które sprawiają problemy. Róbcie to regularnie, np. co kwartał, a pozwoli wam to odnaleźć realne usprawnienia. Pozwoli to też na rozwijanie procesu projektowego, usprawnianie obsługi klienta i zwiększy ich satysfakcję z waszej współpracy.